Business English we Wrocławiu — kto go naprawdę potrzebuje, a kto tylko tak myśli
Po tym artykule rozpoznasz, czy Twoim problemem jest angielski biznesowy, czy zwykły brak praktyki mówienia — i będziesz wiedział, którą z czterech sytuacji zawodowych trzeba ćwiczyć jako pierwszą.
Piszesz do mnie, że potrzebujesz Business English. Pierwsze pytanie, jakie zadaję, brzmi: co dokładnie poszło nie tak i kiedy. W dziewięciu przypadkach na dziesięć odpowiedź to jedna konkretna sytuacja — daily, na którym nie umiałeś wyjaśnić, dlaczego zadanie się opóźniło, albo call, na którym klient dwa razy poprosił, żebyś powtórzył.
To ważne rozróżnienie, bo połowa osób, które pytają o angielski biznesowy, wcale go nie potrzebuje. Potrzebuje przećwiczyć mówienie w czterech powtarzalnych scenariuszach. Druga połowa potrzebuje czegoś zupełnie innego i płaci za niewłaściwą rzecz. Poniżej rozdzielam jedno od drugiego.
Kto naprawdę potrzebuje Business English
Zacznijmy od tego, czym „angielski biznesowy" nie jest. Nie jest listą modnych zwrotów typu let's touch base i circle back. Te frazy poznasz w trzy tygodnie, słuchając własnych spotkań. Nie o nie chodzi.
Angielski biznesowy to umiejętność zrobienia trzech rzeczy pod presją: zająć stanowisko, złagodzić je tak, żeby nie zabrzmiało jak rozkaz, i zareagować, gdy ktoś się nie zgadza. Cała reszta to słownictwo, którego można się doczytać.
Potrzebujesz go, jeśli: negocjujesz warunki, zarządzasz ludźmi po angielsku, prowadzisz spotkania z klientem, piszesz dokumenty, które ktoś zacytuje, albo Twoja ocena roczna odbywa się po angielsku. W tych sytuacjach źle dobrany ton kosztuje pieniądze lub wiarygodność.
Nie potrzebujesz go, jeśli: rozumiesz wszystko na spotkaniach, ale się nie odzywasz; czytasz dokumentację bez problemu, ale zacinasz się przy mówieniu; masz poziom B2, a czujesz się na A2 tylko dlatego, że od trzech lat nic nie mówiłeś na głos. To nie jest brak angielskiego biznesowego — to brak praktyki mówienia i rozwiązuje się go regularnymi konwersacjami, taniej i szybciej.
Zapamiętaj: jeśli Twój problem znika, gdy możesz się przygotować na piśmie, to problem dotyczy płynności, a nie rejestru biznesowego. Te dwie rzeczy ćwiczy się inaczej.
Cztery sytuacje, które obnażają słaby angielski
Z ośmiu lat pracy z ludźmi z wrocławskich firm wynika prosty wniosek: to zawsze te same cztery momenty. Nie „praca po angielsku" w ogóle, tylko te konkretne cztery.
1. Daily standup
Trzydzieści sekund, wszyscy patrzą, nie ma czasu na ułożenie zdania. Najtrudniejsza część to nie „co zrobiłem wczoraj" — to blocker. Musisz wyjaśnić, dlaczego coś stoi, nie brzmiąc przy tym, jakbyś zrzucał winę na kogoś innego.
Ta sama informacja, zupełnie inny odbiór. Druga wersja podaje też rozwiązanie i szacunek czasu, co jest konwencją, której nikt Polakom nie tłumaczy. Rozpisałem cały zestaw zwrotów na daily w osobnym tekście o angielskim dla programistów i scrumie.
2. Call z klientem
Tu wchodzą dwie rzeczy naraz: gorsza jakość dźwięku i konieczność powiedzenia „nie" bez mówienia „nie". Polski styl komunikacji jest bardziej bezpośredni niż brytyjski, a kalka z polskiego brzmi w uszach klienta z Londynu ostro, choć nie miała tak brzmieć.
3. Ocena roczna i rozmowa o podwyżce
Najbardziej niedoceniana z całej czwórki. Musisz mówić o własnych osiągnięciach po angielsku, w kulturze, w której skromność czyta się jako brak wyników. Polacy notorycznie zaniżają: I helped with the migration zamiast I led the migration. Jeśli prowadziłeś projekt, powiedz, że go prowadziłeś. To nie przechwałka, to informacja.
Potrzebujesz tu czasów, które łączą przeszłość z teraźniejszym efektem — present perfect, we've reduced, I've been responsible for — i umiejętności podania liczby bez sprawiania wrażenia, że recytujesz CV.
4. Small talk na konferencji i przy kawie
Paradoks: technicznie najprostsza sytuacja, a dla większości najbardziej stresująca. Na spotkaniu masz agendę. Przy kawie nie masz nic i trzeba wypełnić cztery minuty. Tu nie chodzi o słownictwo, tylko o gotowe wejścia i wyjścia z rozmowy. Osobno o tym pisałem w tekście o small talku po angielsku w pracy.
Uwaga: nie zaczynaj od tej czwórki naraz. Wybierz tę, która kosztuje Cię najwięcej — dla większości osób w IT to daily, dla osób z ról klienckich to call. Jedna sytuacja opanowana do końca daje więcej pewności niż cztery ruszone po łebkach.
Czym przygotowanie biznesowe różni się od konwersacji
Konwersacje mają Cię rozgadać. Przygotowanie biznesowe ma Cię przygotować na konkretny, powtarzalny scenariusz. To inna praca.
| Konwersacje | Business English | |
|---|---|---|
| Materiał | artykuły, tematy ogólne | Twoje maile, Twoje slajdy, nagrania Twoich spotkań |
| Cel | płynność, swoboda | trafność, ton, przewidywalność w konkretnej sytuacji |
| Korekta | błędy blokujące komunikację | także to, co jest poprawne, ale brzmi zbyt ostro lub zbyt niepewnie |
| Forma ćwiczenia | swobodna rozmowa | symulacje z rolą i presją czasu, powtarzane do skutku |
| Miara postępu | mówisz dłużej i chętniej | przechodzisz przez daily bez przygotowania i bez spadku tempa |
Najważniejszy jest trzeci wiersz. W angielskim biznesowym duża część pracy dotyczy zdań całkowicie poprawnych gramatycznie, które mimo to działają przeciwko Tobie. You must send me the report jest bez błędu i brzmi jak polecenie od przełożonego. Could you send the report over when you get a chance? to to samo, w rejestrze, który nie kosztuje Cię relacji.
Tego nie usłyszy polski lektor, bo obie wersje są poprawne. Ja to słyszę, bo jestem native speakerem z Liverpoolu i przez lata pracowałem z językiem zawodowo, m.in. w BBC Radio 4. Ucho na rejestr jest tu całą wartością dodaną.
Wrocławska specyfika
We Wrocławiu pytania o Business English przychodzą głównie z trzech środowisk i każde ma inny problem.
IT. Rozumienie na poziomie C1, produkcja na poziomie B1. Ci ludzie czytają dokumentację, oglądają konferencje na YouTubie i przez lata nie muszą powiedzieć ani zdania. Potem przychodzi rola z kontaktem z klientem albo awans na lead i luka wychodzi w jeden dzień. Praca dotyczy tu prawie wyłącznie produkcji ustnej.
Centra usług wspólnych i BPO. Tu angielski jest w użyciu codziennie, więc płynność jest przyzwoita, ale rejestr się wypłaszcza — powstaje wewnętrzny żargon firmowy, zrozumiały w zespole i dziwny poza nim. Problem pojawia się przy kontakcie z klientem zewnętrznym albo przy zmianie pracy.
Osoby, które chcą zmienić pracę. Ogłoszenia wymagają B2 lub C1, rozmowa rekrutacyjna jest po angielsku i trwa czterdzieści minut. To najbardziej policzalny przypadek: jest data, jest format, jest lista pytań, które padną. Te pytania razem z przykładowymi odpowiedziami rozpisałem w tekście o rozmowie kwalifikacyjnej po angielsku.
Spotykam się na Starym Mieście albo pracujemy zdalnie — szczegóły obu wariantów są na stronie korepetycji we Wrocławiu.
Czy potrzebujesz certyfikatu
Zależy, kto pyta o Twój angielski. Jeśli rekruter — zwykle wystarczy rozmowa, bo i tak Cię sprawdzi w praktyce. Jeśli dział HR w korporacji przy awansie, przy rekrutacji wewnętrznej albo przy oddelegowaniu za granicę — tam często potrzebna jest liczba w systemie i wtedy sensownym wyborem jest TOEIC. Jest krótszy niż IELTS, tańszy i mierzy dokładnie to, co interesuje pracodawcę: rozumienie i czytanie w kontekście zawodowym.
Kiedy TOEIC się opłaca, a kiedy to wyrzucone pieniądze, rozpisałem szczegółowo na stronie przygotowania do TOEIC i Business English.
Ćwiczenie: za zgodą zespołu nagraj swoje następne daily albo status call. Odsłuchaj i zaznacz trzy momenty, w których zamilkłeś albo zacząłeś zdanie od nowa. To są Twoje trzy tematy na pierwszy miesiąc pracy. Nic innego nie jest w tej chwili priorytetem.
Ile to kosztuje i kiedy się nie opłaca
Lekcja trwa 60 minut zegarowych. Zajęcia z angielskiego biznesowego prowadzę w formacie speakingowym: 110 zł online, 140 zł stacjonarnie we Wrocławiu. Jeśli celujesz w certyfikat, obowiązuje stawka egzaminacyjna. Pakiety płatne z góry: 5 godzin −5%, 10 godzin −10%, 20 godzin −15%, bez terminu ważności. Całość znajdziesz w cenniku.
Średnia rynkowa za korepetycje z angielskiego we Wrocławiu to około 80 zł za godzinę, więc jestem wyraźnie powyżej. Powiem wprost, kiedy to jest zła inwestycja:
Jeśli jesteś poniżej B1, nie zaczynaj od Business English. Rejestr buduje się na strukturze, której jeszcze nie masz. Tańszy kurs ogólny da Ci więcej za te same pieniądze.
Jeśli potrzebujesz tylko słownictwa branżowego, a nie pracy nad mówieniem — glosariusz i dwa tygodnie własnej dyscypliny załatwią sprawę bez korepetytora.
Jeśli firma finansuje kurs grupowy i nie masz konkretnej daty, weź kurs firmowy. Jest darmowy dla Ciebie, a różnica przy braku deadline'u nie uzasadnia własnych pieniędzy.
Jeśli za sześć tygodni masz rozmowę rekrutacyjną po angielsku — to jest dokładnie ten przypadek, w którym stawka powyżej średniej ma sens. Liczy się jeden dzień i jest on policzalny w pieniądzach.
Angielski w pracy rzadko zawodzi na słownictwie. Zawodzi w momencie, w którym trzeba się nie zgodzić z kimś ważniejszym od siebie i zrobić to tak, żeby nie stracić ani racji, ani relacji.
Adrian Ekrem — lektor, Wrocław
Podsumowanie
Wybierz jedną z czterech sytuacji — daily, call, ocena roczna, small talk — tę, która ostatnio kosztowała Cię najwięcej nerwów. Zapisz po polsku trzy zdania, których wtedy nie umiałeś powiedzieć. To jest cały materiał na pierwszą lekcję i jest wart więcej niż jakikolwiek test poziomujący.
Pierwsza 30-minutowa lekcja próbna jest bezpłatna. Przyślij mi te trzy zdania, a na spotkaniu przerobimy je na wersje, których możesz użyć w poniedziałek.
Chcesz przećwiczyć to na lekcji?
Pierwsza 30-minutowa lekcja próbna jest bezpłatna. Napisz, nad czym chcesz popracować — odeślę propozycję planu i wolne terminy.